>> for English version CLICK HERE <<

 Kochani...

Dziękuję Wam za wszelką pomoc,
szczególnie osobom, które przyczyniły się do zbiórki pieniędzy.
Krystian zdążył otrzymać jedną dawkę szczepionki.
Niestety okazało się, że było zbyt późno na to,
by mogła ona coś zmienić i Krystian zmarł 15 lutego tego roku...

Oto treść apelu,
jaki zamieszony był tu przez ostatnie tygodnie:

Mam na imię Natalia, jestem siostrą Krystiana. Proszę, przeczytaj ten list, bo jest to dla mnie bardzo ważne. Chcę opowiedzieć Ci o moim bracie, który ma dopiero 16 lat, a spotkało go nieszczęście, które nawet dla wielu dorosłych ludzi byłoby zbyt ciężkim doświadczeniem.

Krystian jest wspaniałym bratem i dzieckiem, osobą, która mimo młodego wieku zyskała sobie wielu przyjaciół. Kocha świat i ludzi, jest zawsze uśmiechnięty, radosny, uwielbia żartować i potrafi rozśmieszać ludzi do łez. Przebywanie z dziećmi sprawia mu ogromną radość - pamiętam ten błysk w oku i uśmiech na jego twarzy, kiedy bawił się z moim synkiem, grał z nim na komputerze, rysował. Pomimo iż łatwo się denerwuje, znajduje w sobie spokój, kiedy jest w towarzystwie dzieci, a one go wprost kochają - nie każdy ma takie podejście. Jego pasją jest jazda na rowerze oraz komputer, pamiętam jak dziś, gdy na jednej z rowerowych wycieczek wciąż dopytywał się, czy jest lepszy i bardziej sprawny niz ja :)

Miał w sobie tyle energii i sił do życia, tyle marzeń do zrealizowania i planów...

Nikt nie spodziewał się tego, co stało się w marcu 2003 roku. Krystian nagle stracił przytomność. Trafił do szpitala, gdzie wykonano szereg badań - ponieważ uskarżał się na ból głowy, zrobiono mu tomografię i rezonans magnetyczny czaszki. Diagnoza po operacji i badaniu histopatologicznym była jednoznaczna - guz w prawym płacie skroniowym okazałl się być najgorszym z możliwych: był to glejak wielopostaciowy (glioblastoma multiforme, najwyższego IV stopnia złośliwości).

Ja i Mama nie potrafiłyśmy się z tym poradzić, w dodatku tak niewiele wtedy wiedziałyśmy o tej chorobie. Życie całej naszej rodziny kompletnie się zmieniło - dla Mamy było to tym cięższe, że wychowuje Krytiana sama... Wieczorami siadałam na kanapie i płakałam - wydawało mi się, że jedyne, co mogę zrobić, to modlić się do Boga o jakiś cud. Wspominałam, jakim dotąd Krystian był dzieckiem. Mama wychowywała nas sama, nie było jej łatwo, więc od wczesnych lat pomagałam zajmować się bratem. Pamięć o cudownych chwilach, jakie przeżyłam, opiekując się nim w młodości, o tym uśmiechu, którym witał mnie, gdy odbierałam go z przedszkola, o tym ile radości wniósł do naszego domu, kiedy się urodził, o tym jak przybiegał do mnie, kiedy miał problem i szukał pomocy lub rady - sprawiała, że nie mogłam powstrzymać łez.

Dlaczego on? Tysiace razy pytałam o to Boga i samej siebie.
Ta choroba rozwiała wszelkie nadzieje Krystiana na przyszłość, na ukończenie szkoły, na założenie własnej rodziny.

Po pierwszej operacji podjęto jednak leczenie. Po serii chemioterapii przez okolo 8 miesięcy nie było żadnych zmian rozrostowych. W tym okresie Krystian znalazł w sobie wolę walki oraz moc sił do zmagania się z chorobą. Nie przestawał być tym radosnym chłopakiem, jakiego znałam, wciąż uśmiechał się i potrafił otwarcie rozmawiać o swojej chorobie.

W listopadzie 2003 roku po badaniu MR głowy stwierdzono jednak wznowę guza. Krystian przeszedł kolejną operację - nadzieje na wyzdrowienie, na realizację wyznaczonych sobie celów znów rozwiewały się. Towarzyszyła nam ciągła obawa o najgorsze, o to co może się stać, a co się nie stało dotychczas... Bezsilność sprawiała nam wszystkim przerażający ból.

Po zabiegu brat potrzebował dużo czasu, żeby dojść do względnego psychicznego spokoju. Byłam zdumiona, widząc, ile on ma w sobie sił do walki z nowotworem. Opowiadałam znajomym, jak zazdroszczę mu tego, że potrafi być tak odważny, silny i dzielny.

Przeszła zima, minęła wiosna, nadeszło lato, a wraz nim kolejna tragedia. W nocy, kiedy Krystian spał, dostał ataku padaczki. Natychmiast trafił do szpitala na oddzial onkologii, wykonano MR - wynik badania był jednoznaczny: wznowa guza prawego plata skroniowego. Przewieźliśmy Krystiana do Bydgoszczy, do szpitala, w którym był operowany trzeci już raz.

Po tym zabiegu Krystian nie był już sobą - tym zdeterminowanym chłopakiem, który tak dzielnie walczył z rakiem... Na palcach jednej ręki mogę zliczyć uśmiechy, które widziałam na jego buzi. Stał sie bardzo nerwowy, był zdesperowany. Jego stan pogarszał się z dnia na dzień, doskwierały mu ciągłe bóle i zawroty głowy, wymioty, duszności. Mineło tylko dwa i pół miesiąca od operacji w Bydgoszczy, a guz znów odrósł - i był bardzo duży. Krystiana przyjęto więc do kliniki na oddzial neurochirurgii z rozpoznaniem wznowy złośliwego glejaka prawej półkuli mózgu.

Kiedy weszłam wtedy na szpitalną salę i zobaczyłam go na łóżku, nie mogłam uwierzyć, że jeszcze rok wstecz ten chłopak był zdrów jak ryba. Na jego twarzy były smutek, żal, rozpacz... Kiedy spytałam, jak się czuje, powiedzial tylko "odrosl" - nic więcej nie dodał.

Z rozmowy z lekarzem dowiedziałam się, że nie ma szans dla Krystiana. Zrozumiałam, jak straszna jest ta choroba i jak daleko już się posunęła u mojego brata. Groził mu paraliż bądź niedowład, możliwość dalszego leczenia chirurgicznego stanęła pod znakiem zapytania... Zawsze byłam szczera wobec brata, więc i tym razem porozmawiałam z nim o tym, nie kryjąc tego, jak groźna i niebezpieczna dla niego może być kolejna operacja. Spytałam, jak on to wszystko odbiera... Byl załamany.

Po operacji stwierdzono masywny niedowład połowiczny lewostronny. Życie stało się dla Krystiana jeszcze cięższe.
Zaczęłam więc na własną rękę szukać wszelkich informacji o leczeniu w internecie, skontaktowałam się z klinikami zagranicą, przeczytałam mnóstwo artykułów na ten temat... Miałam już pełną świadomość tego, jak ciążka choroba dotknęła mojego brata. Jakie to niesprawiedliwe, że tak mlody chłopak może umrzeć - przecież całe życie dopiero przed nim!

Nie ograniczałam się do wizyt w szpitalu raz w tygodniu, jak na początku choroby, byłam tam codziennie, często zabierałam ze sobą mojego synka. Każda chwila spędzona z bratem jest dla mnie najpiękniejszym doznaniem w życiu. Nauczyłam się rozmawiać z nim i rozumieć jego potrzeby, odkryłam, jak bardzo go kocham i jak ważne jest dla mnie, by żył.

Paradoksalnie ogrom tragedii dodał mi sił do walki. Zrozumiałam, że muszę zrobić wszystko, wykorzystać wszelkie możliwości, by znaleźć pomoc dla Krystiana. Pojechałam do Bydgoszczy na konsultacje z neurochirurgiem, tam dowiedziałam się, że guz naciekł już całą prawą półkulę mózgu i rozrasta się na lewą.

Wśród złych wieści błysnął jednak promyczek nadziei. Dowiedziałam się o sposobie leczenia, który mógłby pomóc Krystianowi. Genoterapia jest bardzo nowoczesną metodą, ale jej koszta są ogromne - potrzebujemy 16 tysięcy złotych. Brak pieniędzy to jedyna przeszkoda, która nas wstrzymuje! Mama wychowuje brata samotnie, dostaje tylko alimenty w kwocie 170 zl miesięcznie oraz 505 zł urlopu wychowawczego plus dodatek na dziecko niepełnosprawne - w sumie około 940 zł miesięcznie. Już same koszty leków wspomagających organizm po chemioterapii są ogromne i przerastają dochody Mamy.

Teraz walczymy z czasem, w przypadku tej choroby nie można czekać z leczeniem. Krystian musi być zoperowany kolejny raz jak najszybciej, aby lekarze mogli zacząć hodowlę "szczepionki" na bazie pobranego wycinka guza. Moje możliwości pomocy finansowej dla brata są niewystarczające - wychowuję samotnie swojego synka i nie mam dochodów, które pozwoliłyby mi pokryć koszty leczenia Krystiana. Uiszczenie tak wielkiej kwoty za genoterapię jest dla naszej rodziny fizyczną niemożliwością, a przecież chodzi o ratowanie życia dziecku, mojemu bratu!

Dlatego zwracam się z prośbą o wszelką pomoc, jakiej możecie Państwo nam udzielić. Bez tego nie uda się nam zastosować wobec Krystiana genoterapii. Każda kwota przesłana na podane niżej konto zostanie przeznaczona wyłącznie na leczenie Krystiana. Liczy się dla nas każda złotówka - jeśli zechcą Państwo nas wspomóc, będziemy bardzo wdzięczni za wpłatę w dowolnej wysokości. Każde 50, 10 czy 5 złotych przyczynia się do ratowania życia Krystiana!

Bardzo serdecznie pozdrawiam,

Natalia

Krystian miał być leczony dzięki genoterapii. Niestety, przy realizacji leczenia jego i innych osób
doszło do nieprawidłowości.

Więcej o tym przeczytać można
w Gazecie Wyborczej z 14 marca,
w dodatku Wielki Format
- zob. artykuł "Handlarz nadziei".

Jeśli masz informacje o metodach leczenia dostępnych w Polsce, ktore mogłyby pomóc innym, proszę napisz
do administratorki tej strony.

Inni wciąż potrzebują pomocy.

Więcej informacji o tej chorobie można znaleźć na stronie www.glejak.prv.pl